FB
Google Plus

Wnętrza z artystyczną duszą

12 sierpnia 2013

 

 
Na początku były deski teatru, później deski drewniane: surowe lub pomalowane białą albo szarą farbą. Ale od teatru wszystko się zaczęło, a dokładnie Akademii Teatralnej, gdzie się poznały, polubiły i zaprzyjaźniły. Spotkały się dwa żywioły, Agnieszka o ciemnych włosach, wygadana, chodzący wulkan energii. I jasnowłosa Agnieszka – stonowana, obserwująca, spokojna. Niczym yin i yang, dwie świetnie uzupełniające się osobowości, bardzo dobrze na siebie działające, wzajemnie się inspirujące. 
 
Sklep A&A przy ul. Chmielnej 12 w Warszawie 
 
Z Agnieszkami spotkałam się, by rozmawiać o stylu skandynawskim, dowiedzieć się, jaki jest stosunek Polaków do wnętrz i dodatków w tym klimacie. I choć bohaterki mojego tekstu niewątpliwie czerpią z tego nurtu, jak też północnoamerykańskiego New England, czy industrialnego to już na początku naszej rozmowy wiedziałam, że styl skandynawski będzie jedynie wycinkiem niezwykle ciekawej i barwnej historii. 
 
Kiedy Agnieszka Suchora (brunetka) stawiała swoje pierwsze kroki, jako aktorka, jej przyjaciółka Agnieszka Turosieńska (blondynka) postanowiła wyemigrować do Stanów. I choć dziewczyny dzielił ocean to nie przeszkodziło im w pisaniu do siebie listów, których jednym z przewodnich tematów było urządzanie wnętrz. Ciemnowłosa Agnieszka zaczynając od wystroju pokoju w akademiku, starała się uciec od jakże popularnych w Polsce żółcieni, brązów, odcieni moreli malując co się da na biało. W tym czasie jej przyjaciółka zgłębiała styl Nowa Anglia przemierzając miasteczka na północy Stanów. 
 
Ale przyszedł taki moment, kiedy ich losy znowu się złączyły. Agnieszka T. wróciła do Polski, dzięki czemu mogła już bez pośrednictwa listów i telefonów godzinami rozmawiać z Agnieszką S. Dziewczyny wspominają, że często bez końca wymieniały się swoimi spostrzeżeniami, pomysłami i inspiracjami na temat pięknych przedmiotów, stylów. Tak narodziła się pracownia projektowa i cudny sklepik tematyczny, przywodzący na myśl londyńską aleję Neal's Yard, w którym znaleźć można jedyne w swoim rodzaju meble oraz dekoracje do łazienki – A&A Bath
 
Zanim powstał A&A Bath
A.S. Zainspirowała nas rodzina i znajomi, to dla nich na początku projektowałyśmy. Wiedziałyśmy, że chcemy otworzyć sklep wnętrzarski. Ale za moment pojawiły się pytania, jeśli sklep wnętrzarski to o jakiej tematyce, jak duży, gdzie? 
A.T. Na duży salon nie mogłyśmy sobie wtedy jeszcze pozwolić. W małym sklepie nie da się zbyt wiele pokazać, stąd pomysł sklepiku tematycznego.  
A.S. Pamiętam, jak urządzając łazienkę musiałam zjeździć 20 sklepów, z których w każdym była mała ekspozycja poświęcona temu wnętrzu. To nas natchnęło, że warto postawić właśnie na łazienkę. Drugim ważnym aspektem było znalezienie klimatycznego miejsca. Na Chmielnej się to udało, ale lokal wymagał gruntownego remontu, co akurat w naszym przypadku było dobre, gdyż mogłyśmy wszystko zrobić dokładnie tak, jak chcemy. Elewacja naszego sklepu pomalowana jest farbami Benjamin Moore, często nasi klienci pytają, gdzie znalazłyśmy ten kolor.
 

Dwie Agnieszki przy pracy 

 
Sklep A&A Bath urzeka swoim wystrojem. Jest dopracowany w najmniejszym szczególe. Otula go drewniana elewacja, koloru szarego. Przed sklepem stoją dwa krzesełka i stolik, więc w pierwszej chwili można pomyśleć, że to mała kafejka rodem z Paryża, czy Londynu. Już oglądając witrynę sklepową rodzi się ciekawość, kto stworzył tak cudne meble, dobrał do nich dodatki. W środku wita nas biel, błękity, szarości, światło. Jest pięknie. Każdy element wystroju ze sobą współgra, ze ścian przebijają się pomalowane na biało cegły lub deski. Drewniana, biała podłoga stanowi idealne tło dla zaprojektowanych przez dziewczyny mebli oraz łazienkowych, designerskich akcesoriów. Wrażenie jest takie, że wystrój panujący w sklepie chciałoby się „zabrać” do domu. Czuć, że właścicielki włożyły serce i duszę w stworzenie tego magicznego miejsca. 
A.T. Pewnego dnia nasz sklep odwiedził student architektury, któremu wszystko bardzo się podobało i nagle oznajmił: „Ojej, jaki ten sklep jest piękny, nawet panie idealnie do niego pasują”. Bardzo nas to rozbawiło, ale też było niezwykle miłe.  
 
Sklep A&A przy ul. Chmielnej 12 w Warszawie 
 
 
Narodziny A&A Bath
A.S. Wszystko wymyślałyśmy same, uczyłyśmy się od podstaw. Nazwa, logo, strona internetowa. Żadna z nas nigdy nie prowadziła wcześniej sklepu, czy innego biznesu. 
A.T. Nad nazwą debatowałyśmy bardzo długo. W końcu pomogła nam moja córka, która powiedziała Dwie Agnieszki, z tej nazwy narodziło się A&A Bath. Same zaprojektowałyśmy logo.
A.S. Tak, A&A wymyśliłam ja, Jaga (tak do Agnieszki Turosieńskiej zwracała się jej babcia, a później przyjaciele) zadbała o graficzną stronę naszej marki. Wpadła na pomysł, by nazwę umieścić w cudnej ramce. A nasza strona internetowa pozostała:  dwieagnieszki.pl. Chciałyśmy, by wszystko było spójne. Najważniejsze to się nie zrażać. Nawet jeśli przez pół roku zaprojektowany przez nas mebel się nie sprzedaje, to nagle po tym czasie okazuje się, że mamy na niego 10 klientów. My istniejemy niespełna trzy lata. Niektórzy artyści musieli czekać po kilkanaście lat, by ktoś ich dostrzegł, docenił, więc chyba idzie nam całkiem nieźle (śmiech). Postanowiłyśmy naszym klientom oferować dokładnie to, co my lubimy, wtedy robimy to z przekonaniem. Dokładnie wiemy, co sprzedajemy, znamy jakość naszych produktów. Jesteśmy trochę takie wariatki, nie zależy nam, by działać jak profesjonalni projektanci, którzy tworzą 10-15 projektów, z których klient wybiera jeden. Chcemy, by osoba, która do nas trafia zasmakowała w rozwiązaniach, które oferujemy, w stylach, na których pracujemy, by poczuła nasz klimat i się w nim zakochała. 
A.T. Chciałybyśmy, aby nasz styl był rozpoznawalny, by klient wchodząc do zaprojektowanego przez nas wnętrza wiedział, że były tu Dwie Agnieszki, że to ich sprawka. 
 
Klienci A&A Bath
A.S. Na samym początku była rodzina, znajomi i znajomi znajomych. 
A.T. Teraz dużo osób dowiaduje się o nas z Internetu, Facebooka, odwiedzają sklep, ale też czytają o nas w pismach wnętrzarskich, czasami występujemy w TV. 
A.S. najczęściej jest tak, że osoby, które do nas trafiają wiedzą, co możemy im zaoferować, jaki jest nasz styl, co z pewnością ułatwia nam pracę. 
 
Od sklepu do pracowni projektowej
Nie trzeba opuszczać sklepu, by znaleźć się w pracowni projektowej, która urządzi nam nie tylko łazienkę, ale całe mieszkanie w stylu, który oferuje A&A Bath
 
Zdjęcie: Jola Skóra/MAKATA dla magazynu Weranda, Masuria Arte Chatka w Staczach - projekt A&A Bath
 
A.S. Nigdy nie myślałam, że będę projektować całe wnętrza. Zawsze wydawało mi się, że się nie odważę, że nie znajdę nici porozumienia z klientem, że jeśli nie będzie chciał zrobić czegoś po mojemu, dla mnie oznaczałoby to, że w ogóle nie chcę tego robić. 
A.T. Tak naprawdę klienci przekonali nas, by projektować wnętrza. Na przykład po zaprojektowaniu jakiegoś mebla, wracali z pytaniem, czy nie mogłybyśmy zaprojektować jeszcze czegoś, aż w końcu wychodziło na to, że urządzałyśmy całe mieszkanie. 
 
Zdjęcie: Jola Skóra/MAKATA dla magazynu Weranda, Masuria Arte Chatka w Staczach - projekt A&A Bath
 
A.S. Klienci obdarzają nas zaufaniem, polecają. Choć trafiając do nas mają też świadomość, że pracujemy w określony sposób. Mamy konkretny styl, w obrębie którego działamy. Jeśli klient nie jest przekonany do danej koncepcji pokazujemy mu różne warianty, ale w ramach naszego stylu. Czasami pojawiają się wątpliwości, że np. będzie smutno, bo chcemy dużo elementów zrobić w szarym kolorze, ale wtedy na wzorniku Benjamin Moore pokazujemy o jakie szarości nam chodzi. Niektórzy nie zdają sobie sprawy ile jest odcieni tego, czy białego koloru, ale upieramy się przy swoim, a później klient po obejrzeniu efektu naszej pracy dzwoni, że jest zachwycony i cieszy się, że go przekonałyśmy.   
 
Królują szarości, biele, zgaszone oliwki, błękity – skąd fascynacja u dziewczyn właśnie tymi kolorami? 
 
A.T. – U mnie zrodziła się w Stanach, gdzie poznałam styl Nowa Anglia. Szczególnie w Newport zachwyciły mnie domy, gdzie meble były białe, szare, błękitne, oliwkowe. Tu też poznałam markę Benjamin Moore. 
 
A.S. – Trochę podróżowałam po Skandynawii. Urzekły mnie tamtejsze różnokolorowe domki. Zobaczyłam, że elewacja nie musi być szara, czy żółta, że jest wiele innych ciekawszych rozwiązań i możliwości. Ważne też było dla mnie poznanie dziewczyny, która projektowała w Polsce domy w stylu skandynawskim. Była amatorką, dokładnie jak my. Zdjęcia jej realizacji wprost mnie zachwyciły. Pracowała na farbach Benjamin Moore i wtedy dopiero po raz pierwszy zobaczyłam różne odcienie bieli, zgaszone piękne oliwki, głębokie szarości. Nigdy wcześniej w Polsce nie zetknęłam się z takimi kolorami. Dwa lata później i u nas pojawił się Benjamin Moore na Bartyckiej, gdzie mogłam obejrzeć wszystkie wzorniki. Szczególnie byłam pod wrażeniem palety Historical Colors, w której barwy były takie nieoczywiste. Wzornik Off-white colors dał nam tak niesamowicie wiele odcieni bieli. W końcu znalazłam takie kolory, o jakie mi chodziło. W Polsce, choć teraz może już mniej, panuje szaleństwo na ciepłe kolory: żółcienie, morele. Niestety nasz kraj to nie słoneczna Toskania, dlatego kolory te nigdy nie będą u nas tak dobrze wyglądać. Mamy zupełnie inne światło. U nas kolor morelowy wygląda jak zepsuta szynka, a nie soczysta morela. 
 
Kiedy pytam Agnieszki, w jaki sposób ocieplają białe, monochromatyczne wnętrza, zgodnie odpowiadają, że nie ma takiej potrzeby.
A.T. Moje mieszkanie jest całe białe, poza niektórymi meblami, czy dodatkami, a kiedy odwiedzają mnie znajomi, prawie zawsze słyszę: „Jak tu przytulnie”. 
A.S. Odcieni bieli jest naprawdę wiele. Białe meble na tle off-white’ów świetnie się prezentują i wcale takie wnętrze nie jest zimne, czy szpitalne. Spotykamy się z taką obawą wśród naszych klientów, ale kiedy pokazujemy wzorniki, o jakie kolory nam chodzi, jak chcemy je połączyć, wówczas wątpliwości znikają. 
 
Zdjęcie: Jola Skóra/MAKATA dla magazynu Weranda, Masuria Arte Chatka w Staczach - projekt A&A Bath 
 
Dziewczyny nie kryją, że są amatorkami. Sklep, a później projektowanie narodziły się z pasji. Mówią o sobie:
A.S. My jesteśmy trochę takie nietypowe, w końcu nasz wyuczony zawód to aktorstwo, ja nadal gram. Nie przygotowujemy dla naszych klientów projektów w profesjonalnych programach graficznych, jeśli jest taka potrzeba korzystamy z pomocy profesjonalisty, ale nasze pomysły rodzą się na kartce papieru przy użyciu ołówka i kredek. Malujemy trochę tak, jak dzieci. Inspirację czerpiemy z podróży, targów wnętrzarskich, pism polskich i zagranicznych, łazimy po sklepach, kiermaszach. Często jest tak, że widzimy fajny mebel i mówię do Agnieszki: „Ale fajny”, wtedy ona zawsze odpowiada: „Wiesz, fajny, ale…”.
A.T. No tak, zawsze jest jakieś ale, bo ja bym jeszcze coś dodała, np. kółka, zmieniła kolor lub wymyśliła dla niego inną funkcję. Bardzo lubimy zmieniać ikeowe meble. Klienci czasami z rezerwą podchodzą do Ikea, gdyż nie chcą mieć tego, co inni, obawiają się złej jakości. Ale my wiemy, które elementy wyposażenia są godne polecenia i jak zmienić je we wnętrzarskie perełki, sprawić, by były jedyne w swoim rodzaju. Co też jest ekonomiczne, gdyż wykonując meble na zamówienie, z litego drewna, klient nie tylko będzie musiał znacznie dłużej na nie czekać, ale dodatkowo zapłaci za pomalowanie i naszą pracę. Oczywiście jeśli ktoś tak sobie życzy to nie ma problemu, mamy swoich rzemieślników, którzy robią dla nas takie rzeczy.  
 
Dwie Agnieszki tak opisują klimat swoich wnętrz: 
A.S. Drewniany, zszarzały taras. Na nim białe meble ogrodowe. Poduszki w biało – granatowe pasy lub płócienne materace. Oświetlają go lampiony stalowe lub koloru białego, w których są białe świeczki. 
A.T. Ja mam nieco inne skojarzenie. Przestronne mieszkanie w mieście, duży salon połączony z kuchnią, naturalnie dominuje biel, a w oknach wiszą białe, płócienne szmaty lub nic. 
 
 
Rozmawiała: Kinga Romanowska, Benjamin Moore 

Benjamin Moore to farby do ścian z najwyższej półki, dzięki którym twój pokój będzie naprawdę wyjątkowy. U nas możesz znaleźć farby w wyjątkowych kolorach, które zachwycą każdego. W serwisie możesz również znaleźć wiele ciekawych i interesujących informacji, np.: malowanie wnętrz, materiały eksploatacyjne i wiele innych.